|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Mary wsunęła ręce pod liście i poczęła je rozgarniać na boki. Gęsto wiszący bluszcz tworzył jakby luźną, powiewną zasłonę, chociaż część gałęzi pięła się na drzewo i po żelazie. Serce dziewczynki poczęło bić jak młotem, a ręce drżeć ze szczęścia i podniecenia. A rudzik śpiewał i ćwierkał dalej, tak przechylając główkę, jakby i on czuł się podniecony. Mary poczuła pod ręką kwadratowy, żelazny zamek z otworem na klucz.[vide: Tajemniczy ogród (ang. The Secret Garden) – powieść autorstwa Frances Hodgson Burnett z 1909 roku.]
Trzymam w ręku akt notarialny, będący ekspektatywą mojego zielonego miejsca - małego przydomowego ogrodu. To jedno z moich marzeń, które wydawało się niespełnialne, bo za takie je uznałam wiele lat temu. Jak można bowiem marzyć o czymś, o czym się nie ma zielonego pojęcia. Zbieg okoliczności sprawił, że jest wielka szansa, że lada dzień na podstawie umowy przedwstępnej sprzedaży nieruchomości staniemy się właścicielami mieszkania, z balkonu którego jest zejście po parodziesięciometrowego przydomowego ogrodzonego żywopołotem ogrodu.
Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież to nie będzie formalnie moja własność, albo że to taki teren, w ktory nie warto inwestować swoich pieniędzy, albo, że za mała ta działka, żeby się chciało cokolwiek robić. Stado malkontentow, którzy nigdy nie będą szcześliwi, tak jak Żona Rybaka z bajki o złotej Rybce. A ja nie zapominam, że czasem mniej znaczy więcej. Kawalek zielonego trawnika, to więcej niż marzyłam jeszcze jakiś czas temu. I napisałam ten pierwszy tekst na przekór, że jeszcze nie mamy podpisanego ostatecznego aktu notarialnego zakupu mieszkania. Czekamy na załatwienie wszystkich formalności. Bo szczęściu trzeba pomagać, a jest ono przecież na wyciągnięcie ręki. Czekam na mój Tajemniczy Ogród ... z nadzieją, która ma kolor zielony.
czwartek, 07 lipca 2011, sonieczka7
|